Pragnących wypoczywać z dala od
zgiełku, szukających ciszy i spokoju, kontaktu z naturą zachęcam do
odwiedzenia nie tylko tych najbardziej znanych miejscowości takich jak
Kudowa, Karpacz czy Szklarska Poręba, a pragnących jeździć na nartach
zastanowienia się nad wyborem lekkiego sprzętu biegowego i śladowego.
Może warto nie tylko latem odwiedzić Stronie, Lądek, Międzygórze,
Duszniki, Podgórzyn, Przesiekę, czy Swieradów. A może Bielice,
Gierałtów, Długopole, Porębę, Radków, Sokołowsko, Janowice... długo by
można jeszcze wymieniać. Przed pół wiekiem, wiele tych, dzisiaj na nowo
odkrywanych miejscowości było tętniącymi życiem ośrodkami letniego i
zimowego wypoczynku. Dziś na nowo odradza się tam życie turystyczne.
Nawet w niewielkich miejscowościach otwarto wiele pensjonatów, a
niektóre wiejskie zagrody zamieniono na agroturystyczne gospodarstwa,
gdzie za niewielką opłatą, stworzono turystom i wczasowiczom nie tylko
dobre warunki do wypoczynku, ale prawdziwie domową atmosferę. Niestety
w wiele z nich nie jest zimą wykorzystanych. Mimo że od wielu lat
wędruję na śladówkach i nartach biegowych po sudeckich szlakach nie
znalazłem odpowiedzi na pytanie dlaczego tak niewielu narciarzy wybiera
u nas tę formę wypoczynku. Kiedy ze względu na wystające korzenie i
kamienie nieczynne są nieliczne trasy zjazdowe, w Masywie Śnieżnika, na
grzbiecie Gór Bystrzyckich, w Górach Suchych czy Górach Izerskich
panują idealne warunki do wędrówki narciarskiej. Dla śladowców sezon
zimowy trwa zazwyczaj znacznie dłużej.
Zadaję
sobie pytanie dlaczego Niemcy, Austriacy, Szwajcarzy, Francuzi,
Kanadyjczycy, mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, nie mówiąc już o
Skandynawach masowo używają lekkich nart biegowych i specjalnie
przeznaczonych do uprawiania turystyki nart śladowych, u nas gdzie
panują wręcz idealne warunki do uprawiania tej formy zimowego
wypoczynku, tak niewiele osób wyrusza zimą na narciarskie wędrówki.
Wyprzedzając po drodze turystów brnących w głębokim śniegu, zastanawiam
się dlaczego nie przypięli oni nart. Było by im łatwiej zimą wędrować
po górach. Przecież już za kilkaset złotych można bez trudu na giełdzie
kupić, przywożony właśnie z krajów gdzie wiele osób uprawia tę formę
narciarstwa odpowiedni sprzęt. Z zazdrością patrzyłem na wbite w śnieg
przed schroniskami u naszych południowych sąsiadów narty. Setki par
nart.
Dlaczego toczy się
boje, o dewastujące krajobraz, nowe trasy zjazdowe, wyciągi
narciarskie, gdy tymczasem niewykorzystane są setki, tysiące,
dziesiątki tysięcy kilometrów (to wcale nie przesada) szerokich,
zbudowanych przeważnie w XIX i w pierwszej połowie XX wieku leśnych
dróg. Wiele z nich ma jeszcze starszy rodowód jak choćby Wysoka Droga w
Górach Suchych (na jej odcinkach rozgrywany jest w okolicach schroniska
"Andrzejówka" "Bieg Gwarków"), która funkcjonowała już w końcu XIII i
na początku XIV wieku. Strzegły jej dwa zamki: Radosno i Rogowiec. Ich
ruiny możemy dostrzec podczas narciarskiej wędrówki. Jeszcze starsza
jest Babia Ścieżka prowadząca do przedchrześcijańskiego ośrodka
kultowego. Przypuszcza się że przejście zwane Śląskim Traktem mogło być
już znane u schyłku ... neolitu.
Większość
sudeckich szlaków to szerokie na kilka metrów drogi leśne o łagodnym
(ważne dla początkujących narciarzy) przebiegu, ze zbudowanymi na nich
mostkami i przepustami odprowadzającymi nadmiar wody, które służyły i
służą leśnikom do wywozu drewna, chrustu, nasadzeń i związanych z tym
prac pielęgnacyjnych a narciarzom turystom umożliwiają wielogodzinne
wędrówki. Podam tylko kilka przykładów. W Okolicach Lądka Zdroju w
Górach Złotych odnajdziemy sieć dróg jak np. Wielką Okólna, do której
dochodzi Mała Okólna, z której bez trudu wejdziemy na Solną, Jelenią ,
Bukową lub Orlą Drogę...dość- nie wymienię ich wszystkich. W ten sposób
nie oddalając się zbytnio od miejscowości w której mieszkamy możemy bez
trudu ułożyć sobie różnorodne warianty wędrówek.
Dla
szukających większego wysiłku turystów proponuję udać się w rejon
Masywu Śnieżnika. Na Halę pod Śnieżnikiem prowadzi kilka dróg
dojściowych. Tak się składa że wbrew opinii autorów przewodników,
większość letnich wyznakowanych szlaków górskich w niewielkim stopniu
nadaje się do wędrówek narciarskich - często stromo pną się ku górze,
są zniszczone przez pieszych turystów. Lepiej wybierać zbudowane przez
leśników drogi. Wędrówka narciarska po nieprzetartych szlakach ma w
sobie coś z atmosfery jaka towarzyszyła odkrywcom. Mało kto wie że
leżące na zboczach górskich wiejskie drógi to... wspaniałe trasy
zjazdowe. Wiele szos nie jest bowiem odśnieżanych, a gdy nawet
przejedzie po nich pług to cienka warstwa ubitego śniegu stwarza
wspaniałe warunki do zjazdu. Szosa prowadzaca z Przeł. Płoszczyna do
Idzikowa, przez Kamieńczyk, z Lesicy do Międzylesia, przez Porębę do
Długopola Zdroju, z Przeł. Okraj do Kowar, z Przeł. Karkonoskiej do
Przesieki to wspaniałe trasy zjazdowe. Czterdziestokilometrowa
Autostrada Sudecka - stara turystyczna droga prowadząca zboczami Gór
Orlickich i Bystrzyckich za wyjątkiem jednego krótkiego odcinka nie
jest zimą odśnieżana. Jest to jedna z najbardziej widokowych dróg.
Przemiany
polityczne otworzyły możliwość narciarskiej wędrówki szerokimi,
urozmaiconymi podbiegami i zjazdami, w wielu miejscach widokowymi,
przecinkami granicznymi. Wędrówka po granicy stwarza okazję do spotkań
z narciarzami czeskimi, gdzie zarówno biegi narciarskie jak i
turystyczne i rekreacyjne wędrówki cieszą się dużo większą
popularnością niż u nas. Warto też zwrócić uwagę na turystyczne
przejścia graniczne, których wiele otwarto w ostatnich latach.
Umożliwiają one łatwy dostęp do czeskich tras trawersujących od
południa stoki górskie. Idąc dla przykładu do Zieleńca i przechodząc
przez przejście turystyczne na Koziej Hali można dotrzeć leśnymi
drogami trawersującymi południowe stoki Gór Orlickich (czeskie Oricke
hory) do Masarykowej chaty, obok której znajduje się inne przejście
turystyczne skąd już krok do tej znanej zimowej miejscowości. Czeskie
trasy jeżeli nie są przygotowane przez ratraki i skutery śnieżne, to są
bardzo często przetarte przez wędrujących nimi turystów. Z prawdziwą
zazdrością patrzyłem na dziesiątki biegających i wędrujących na
biegówkach i śladówkach narciarzy czeskich: na samotnych turystów, pary
młodych ludzi, zakładowe i szkolne grupy. Kiedyś na
trzydziestokilometrowej trasie spotkałem dwudziestoosobową grupę...
emerytów. Wędrować można wszędzie: po polach i łąkach, nieczynnymi
torami kolejowymi a nawet po jeziorach i bagnach i zamarzniętych
rzekach. "Dzięki nartom śnieg na górach i w dolinach, zamiast zamykać
wszelkie drogi i ścieżki, stał się mostem z jednej wioski do drugiej" -
słowa Nansena napisane ponad sto lat temu nic nie straciły ze swojej
aktualności.
Na jeszcze
jedna sprawę chciałbym zwrócić uwagę. Taka wędrówka staje się okazją do
spotkań z mieszkańcami lasu. Podczas wycieczek nie tylko odnajdziemy
tropy dzikiej zwierzyny, spotkania z sarną zającem, muflonem czy lisem
nie należą do rzadkości. Zwierząt tych na pewno nie spotkamy w pełnych
zgiełku, wrzawy, panującej na trasach przykolejkowych w znanych
kurortach. Większość miejscowości posiada dogodne połączenia kolejowe i
autobusowe, uzupełniane coraz częściej prywatnymi mikrobusami z
miejscowościami leżącymi u podnóża gór. Nie będziemy więc skazani na
korzystanie jedynie z tras wokół miejscowości naszego zakwaterowania.
Kończąc chciałbym się usprawiedliwić. Nie jestem przeciwnikiem
narciarstwa zjazdowego. Wszyscy w tym także miłośnicy snowbordu, czy
używający do zimowej wędrówki rakiet śnieżnych należymy do jednej
wielkiej rodziny - ludzi zakochanych w śnieżnym krajobrazie. Chciałem
jedynie zwrócić uwagę na niewykorzystane, możliwości tkwiące w innej
formie narciarskiej przygody. Fakt że przez wiele lat nie inwestowano u
nas w infrastrukturę narciarską, to że wiele obszarów zachowało swój
dziki charakter, może stać się naszym wielkim atutem.
|